Rozdział dedykuję Ani za skomentowanie prologu .
W domu na Grimmuald Place 12, przy kuchennym stole
siedziało dwóch mężczyzn. Pierwszy z nich był niebywale wysoki. Miał czarne włosy do ramion, które w tym momencie były związanie z tyłu głowy w kitkę oraz szare oczy. Po drugiej stronie blatu siedział blondyn. Oboje zawzięcie o czymś dyskutowali.
- Nie wierzę ci - stwierdził szarooki.
- No to uwierz. Czy nic do ciebie nie dociera ? Byłem w tym parku razem z nim.Kuleję, jest ubrany w same łachy. To logiczne że coś tu nie gra.
- Może Dursley' ów nie stać na nic lepszego. W końcu nie wszyscy z bogatych rodów. To mugole.
-Łapa ! Oni mieszkają na Privet Drive . To najbogatsza dzielnica w Surrey, a jego wuj jest dyrektorem swojej firmy.
- Faktycznie jest w tym trochę racji - poddał się Black.
- No w końcu.
- To co robimy ?
- Nie wiem. O Matko ! - krzyknął Remus.
- Co jest ?
- On nie miał okularów. Przecież bez nich widzi tylko rozmazaną plamę.
- Tak samo jak James - westchnął Syriusz
- Co robimy ?
- Jak to co. Spotkamy się z nim.
***
Gabinet dyrektora Hogwartu był półkolistym pomieszczeniem pełnym książek i różnych dziwnych przedmiotów. Najbardziej rzucała się w oczy pięknie rzeźbiona misa. Myślodlewnia.
Na przeciwko siebie siedzieli siwobrody staruszek i czrnooki mężczyzna.
- Severusie musimy sprowadzić Harry'ego.
- Jak zawsze Potter. jakby nie było innych tematów.
- Ale nie zaprzeczysz, że trzeba mu powiedzieć o Syriuszu.
- Potter i Black super rodzinka. - prychnął Snape
- Przestań trzeba mu to przekazać w miarę szybko. Bo inaczej przestania mi ufać. Do widzenia.
Ciekawe czy już nie przestał. pomyślał wychodząc.
CDN